Treść główna

Drzewo genealogiczne Gerharda Holti


WPROWADZENIE
Ja, Gerhard Holti urodziłem się w 1931 roku w Berlinie jako syn żydowskiego ojca i luterańskiej matki. Mój ojciec, Arthur Holti Horowitz opuścił Berlin w latach 30-tych ubiegłego wieku z powodu nasilającego się
narodowego socjalizmu i przeniósł się do Zurychu. Z tego powodu zmienił także obywatelstwo i religię oraz nazwisko, z Horowitz na Holti. Dorastałem w Zurychu razem z moją osiem lat starszą siostrą. Moja matka, rocznik 1891, z domu Vanselow, pochodziła z Pomorza, z Piły, należące wówczas do Niemiec.


Mój pradziadek, Abraham Horowitz (ur. 1810), żył w miejscowości Praszka, ok. 45 km na północ od Lublińca. Był tam rabinem i zginął w 1852 roku w wielkim pożarze, w którym spłonęła niemal cała miejscowość. To właśnie on próbował ratować zwoje Tory z płonącej synagogi. Abraham miał pięcioro dzieci, jednym z nich był mój dziadek Hermann.

Hermann Horowitz poślubił w 1876 roku moją babcię, Selmę Courant, rocznik 1851. Siostrą Selmy była
Augusta Courant (ur. w 1849 r.), matka Edyty Stein (ur. w 1891 r.). Selma Courant i Hermann Horowitz mieli pięciu synów. Najstarszy syn, Arthur Horowitz, ur. w 1877 r. w Lublińcu, był moim ojcem.

HISTORIA
Mój ojciec nie był człowiekiem religijnym, nie pielęgnował także kontaktów rodzinnych. O swoich krewnych opowiadał niewiele, z wyjątkiem wspomnień o swojej matce i czterech braciach. Straszliwy terror nazistowski, zwłaszcza po 1933 roku, zniszczył ostatecznie więzi rodzinne. Część członków rodziny zginęła w wyniku Holocaustu, części udało się uratować wyjeżdżając zawczasu za granicę (do Izraela, na Kubę i do Ameryki Południowej). Mój ojciec starał się na wszelkie sposoby pomóc możliwie wielu krewnym przy ich wyjeździe z Niemiec, np. swojej matce Selmie (z domu Courant), zmarłej w Vaduz, w księstwie Liechtenstein w 1939 r., czy żyjącym jeszcze braciom Hansowi, Franzowi i Ernestowi. Części potomków Augusty Courant-Stein udało się wyemigrować do USA, jak m.in. Ernie Stein Biberstein. Jej córka Susanne Batzdorff, rocznik 1921, jest autorką licznych publikacji i artykułów prasowych o Edycie
Stein.

DRZEWO GENEALOGICZNE
O naszych krewnych dowiedziałem się po raz pierwszych w latach 50-tych, przy okazji wizyty mojego wujka Ernesta Horowitza, który posiadał rozległą wiedzę o ich losach. Z jego pomocą powstało pierwsze drzewo genealogiczne rodziny. W ten sposób poznałem także dzieje Edyty Stein, utalentowanej filozof, deportowanej w 1942 roku do Auschwitz jako Żydówki, która przeszła na chrześcijaństwo. Jednak
dopiero w latach następnych zdałem sobie sprawę z rosnącego po wojnie znaczenia
Edyty Stein. Wydarzeniem przełomowym stał się dla mnie wykład o Edycie Stein wygłoszony w mojej parafii w Zurychu przez s. Adelgundis Jägerschmid, benedyktynkę z Fryburga Bryzgowijskiego. Ta koleżanka Edyty Stein z okresu studiów opublikowała po wojnie różnorodne artykuły jej poświęcone i to ona jako pierwsza poinformowała mnie o planowanej beatyfikacji przez papieża Jana
Pawła II w Kolonii. Na beatyfikację Edyty Stein w 1987 roku w Kolonii zostałem zaproszony przez Diecezję
Kolońską, wraz z innymi krewnymi z USA, jako gość honorowy. Razem z s. Adelgundis i moim synem Markusem pojechaliśmy do Kolonii, gdzie spotkaliśmy ponad 40 członków rodziny ze Stanów
Zjednoczonych i Kolumbii (rodzina Gordonów). Wiele rodzin Steinów i Courantów, które wyemigrowały, nigdy wcześniej się nie widziało i po części w ogóle o sobie nie wiedziało. Byłem pod wielkim wrażeniem uroczystego posiłku w obecności czterech kardynałów, w tym także Josefa Ratzingera, jak też Mszy św. na kolońskim stadionie z udziałem blisko 70.000 wiernych, w czasie której s. Teresia Benedicta a Cruce, OCD (Edyta Stein) została ogłoszona błogosławioną.
Ukoronowaniem tego był uścisk dłoni papieża Jana Pawła II, który po beatyfikacji osobiście powitał krewnych Edyty Stein zebranych w pierwszym rzędzie. Po tym przeżyciu uświadomiłem sobie z czasem, że właśnie moim zadaniem będzie opracowanie obszernego drzewa genealogicznego tych wszystkich
powiązanych ze sobą rodzin. W kolejnych latach zbierałem od amerykańskich członków rodzin Steinów i Courantów wszelkie informacje, które wpisywałem następnie do specjalnego programu komputerowego; nasze drzewo genealogiczne urosło aż do ok. 600 osób. Na pierwsze spotkanie rodzinne w Kalifornii w 2000 roku chciałem przygotować obszerną publikację jako prezent dla wszystkich gości.
Ponieważ Susanne Batzdorf odkryła w książce kilka błędów, nie mogłem jeszcze wtedy rozdać jej wśród krewnych i zdecydowałem się opracować ją ponownie. Po kilkuletniej przerwie pracuję obecnie nad redakcją nowej wersji, która obejmuje aktualnie prawie 650 osób. Mam nadzieję, że w 2010 roku uda mi się wydać poprawioną wersję naszego drzewa genealogicznego.
Także moja kuzynka z Florydy, Mia Pick (83) zaangażowała się w dużym stopniu w ten projekt, za co jestem jej bardzo wdzięczny.
Dzięki efektom jej poszukiwań oraz danym z Ancestry Tree Programm (największego na świecie zbioru danych rodzinnych prowadzonego przez Mormonów), jak też informacjom z Archiwum Instytutu Yad
Vashem mogłem skutecznie prowadzić dalsze badania.
Korzystałem także z informacji dotyczących różnych miejscowości na Śląsku, dane te jeszcze w czasie wojny zostały przez niemieckie urzędy zarchiwizowane na mikrofilmach. Odczytywanie tych starych,
odręcznych dokumentów to bardzo czasochłonne, ale jednocześnie szalenie ciekawe zajęcie, przy którym nieuchronnie rozwija się żyłka detektywa. Przyświeca mi maksyma: „Jeśli się nie wie, skąd się przyszło, to nie wie się, dokąd się zmierza”.